lens culture photobook review: Jerzy Lewczynski's Memory of the Image
    home : archives : interviews : blog : photobooks : links : shop : submissions
 

Recenzja książki fotografia i wywiad

Pamięć obrazu

fotograf
Jerzy Lewczyński

wywiad
KED Olszewski

(For best viewing see the high-resolution slideshow. Kliknij tutaj, aby przeczytać angielskie tłumaczenie wywiadu. Wywiad ukazał się w katalogu Miesiąca Fotografii w Krakowie, nie w książce Pamięć obrazu.)

KED Olszewski:
Dlaczego stare, zniszczone
fotografie, przeszłość i więzy rodzinne
mają takie znaczenie?


Jerzy Lewczyński:
Myślę, że to oczywiste, historia jest wszystkim, co mamy, tym, co pozostaje, i tym, co ma sens w konfrontacji z czasem. Musimy ją znać, badać, odkrywać na nowo i penetrować. Nie żyjemy oderwani od przeszłości. Historia jest tłem dla naszego życia. Ktoś, kto ignoruje przeszłość, ogranicza możliwości zrozumienia czy wytłumaczenia zjawisk, które jego bezpośrednio dotyczą.

Fotografia dała mi kilka sposobów na życie, złamanie granicy przeszłości, pokonanie niepamięci. Przypuszczam, że to, co mnie dotyka i co jest tylko dla mnie bliskie, może poprzez fotografię stać się bliskie innym, rodzinie, przyjaciołom, narodowi...

Czytałem lub słyszałem, że podobno w starożytnym Egipcie były próby rejestracji obrazu, ja nie znam szczegółów, ponieważ nie jestem egiptologiem, ale ten skrawek informacji sugeruje, że ludzie musieli zawsze tęsknić do tego, co było, i czynili wysiłki, by to, co jest, zatrzymać. Ile istnień ludzkich przeżywa dramat związany z odejściem, ze zniszczeniem, ile matek za swoimi dziećmi płacze...? Jest coś w naszej naturze, że potrzebujemy kontaktu z przeszłością. Jeśli znajduję zdjęcie kobiety, które nosił w portfelu ojciec lub mąż, który poszedł na wojnę i zginął, to ta fotografia jest przesiąknięta pewnymi impulsami, energią czasu, który był, ówczesnych warunków, nawet zapachu. Szalenie lubię te zadrapania i zniszczenia. Idę kiedyś w Gliwicach i przede mną leży negatyw. Podnoszę go, na nim matka z dzieckiem, i wiem, że matki nie ma, tego dziecka nie ma, został tylko negatyw. Nie można tego tak zostawić, należy znaleźć sposób rekonstrukcji.

Olszewski:
Łączy Pan w fotografii kilka sprzecznych z pozoru nurtów: dokumentowanie śladów przeszłości, archiwizowanie tradycji i nostalgii; z drugiej strony eksperymenty fotograficzne, przełamywanie stereotypów, przewartościowywanie, pokonywanie barier. Czy w związku z tym można powiedzieć, że podział fotografii, którą Pan tworzy, na gatunki typu fotografia dokumentalna, kreacyjna czy konceptualna nie jest dla Pana istotny?

Lewczyński:
Korzystam z takich środków, jakie czuję, że są odpowiednie, by wyrazić to, co chcę. Nie zastanawiam się nad klasyfikowaniem zdjęć na rodzaje w chwili, kiedy je robię. Nie podporządkowuję się stylowi, ale nie można też powiedzieć, że robię fotografię kreacyjną, gdyż jest to moja reakcja na to, co widzę i przeżywam. Dlatego w moich pracach zacierają się granice stylów. Fotografia jest dla mnie rodzajem kontaktu ze światem, tzn. odbieram wzrokowo zarówno urodę, jak i błędy tego świata. Podobnie opisuję go również słowami, zachwycam się, przeżywam to, opowiadając o tym, emocjonuję się tym. Fotografia zaś jest rodzajem pisma wizualnego.

Każda fotografia wynika z tego, że zauważyłem coś, natrafiłem na coś w otoczeniu, co porusza moją wyobraźnię i moje sumienie. Można założyć, że nie ma żadnych widoków, miejsc, przedmiotów zupełnie obojętnych człowiekowi, co jest oczywiście niemożliwe do potwierdzenia, gdyż przekracza nasze możliwości poznawcze. Równocześnie wiemy, jak wiele jest rozwiązań estetycznych, każde z nich cenne z perspektywy teorii sztuki czy studiów percepcji, ale fotografia, przynajmniej ta moja, powinna być taką fotografią, która po latach przypomni mnie i innym ludziom to, co w niej jest osobliwego. Aparat w ręku fotografa jest rodzajem wiecznego pióra, które zapisuje jego wewnętrzne napięcia między innymi dla przyszłości.

Staram się wszystko robić w taki sposób, żeby zamknąć w tych obrazach mój pogląd na świat, na przemijające życie i na ludzi. Nie ukrywam, że mam takie prospołeczne spojrzenie i uważam, że demaskowanie pewnych postaw ludzkich, podkreślanie pewnych wartościowych postaw, opisywanie pewnych emocji ludzkich jest ważniejsze niż zajmowanie się czystą teorią sztuki czy samej fotografii. To nie znaczy, że lekceważę inne style fotografii. Jestem entuzjastą sztuki konceptualnej,doskonale odbieram poszukiwania Dłubaka, znakomicie rozumiem Natalię LL. Jestem jednak przeciwny pomijaniu tamtych wartości.

To, co ja robię, świadczy o pewnym dramatyzmie sytuacji, o poglądach, które wynikają z moich cierpień i z moich radości. Fotografia nie powinna być martwą rejestracją. Najbardziej banalny widoczek, który pana zastanawia i który sprawi, że się pan zatrzyma, może być kiedyś na nowo odczytany w sposób bardziej pełny. Będzie pan wtedy bardziej dojrzały i więcej będzie rozumiał. Dlatego należy wszystkie zdjęcia zbierać, nie wyrzucać, nie niszczyć, tylko postarać się je po pewnym czasie odczytać. Pasjonującą rzeczą jest oglądanie tych fotografii w taki sposób, aby przywoływał pan dawne fakty oraz pana ówczesne zaangażowanie w to odszyfrowywanie świata, które jest zupełnie inne z każdym rokiem. Gromadzenie tych wszystkich materiałów jest bardzo cenne, ponieważ one opisują pana pozycję biograficzną w stosunku do reszty świata, reszty społeczeństwa. Pan musi stworzyć coś takiego, co będzie dla reszty ludzi czytelne jakopana sztuka, pana fotografia, a równocześnie jest to pana pogląd polityczny, artystyczny i estetyczny na to, co pan dokoła widzi. To jest bardzo cenna sprawa. Uważam, że tylko w ten sposób można tworzyć dzieła sztuki i tylko w ten sposób traktować fotografię na równi z innymi rodzajami twórczości artystycznej, jak proza, poezja i oczywiście malarstwo. Dla mnie światło jest jednym z elementów kreacji obrazu, przestrzeni, ale nie ulega wątpliwości, że to światło ma też inne znaczenie, że bardzo często światło pozwala zrobić z rzeczy brzydkich rzecz piękną i odwrotnie. Ja jestem zwolennikiem światła wyciszonego, półtonowego, ale podkreślającego kształt i formę.

Mój ulubiony cykl Otwieram i zamykam oczy ilustruje to, że rodzimy się w pewnym świetle, olśniewa nas, rośniemy, biegamy, tu pojawiają się już w czasach szkoły ideały: miłość do matki, do Boga. To symbolizuje ta lilia. Dorastamy, aż dochodzimy do pewnej kulminacji, ale bardzo często dzieje się tak, że grzeszymy, zapominamy i tracimy swój ideał. On przechodzi na drugą stronę kobiety. W miarę upływu ideały zanikają, a postać kobiety robi się coraz ciemniejsza, aż do czerni i wówczas ona odchodzi zupełnie. Czuję, że są rzeczy których my jako jeszcze niedojrzali nie potrafimy ocenić. To są rzeczy stojące przed ludzkością. Może świat, który czyni takie ogromne postępy, będzie potrafił zregenerować kiedyś te impulsy, tę, energię zaklętą w emulsji. Oczywiście mówię o emulsji, ponieważ jestem fotografem, ale to może być energia dotyku.

Olszewski:
Jednym z najczęściej kojarzonych z Pańską twórczością pojęć jest „archeologia fotografii”, której różne interpretacje odwołują się do odkrywania, komentowania czy badania przeszłości. Jak, mając do dyspozycji tyle źródeł i różnych głosów, można wyrazić esencję znaczenia „archeologii fotografii”?

Lewczyński:
Pomimo hasła „archeologia” moje działania mają olbrzymi związek z teraźniejszością. Wydaje mi się, że poznając przeszłość, możemy budować lepszą przyszłość. Potrafimy z tego, co było, wyciągać wnioski. Tak przeszłość w ten specyficzny sposób buduje naszą przyszłość. Jak my dzisiaj traktujemy tę przeszłość? Jak zachowują się dzisiejsi studenci? Jak młodzież, która nic nie wie albo udaje, że coś wie. Ta wiedza jest powierzchowna. Fotografia uwierzytelnia i pogłębia tę wiedzę. Cały czas zwracam uwagę na to, że nie jestem naukowcem, moje rozważanie ma charakter amatorski, ale ja w to wierzę. Ja nie wyrzucam żadnego zdjęcia i mam ogromne ilości tej materii, z którą nie wiem, co zrobić. Stare albumy, stare materiały, opowieści stare, teksty, pamiętniki ludzi dobrych i złych, fotografie łez... całą masę rzeczy, które były kiedyś. Może powołać Fundację Ochrony Pamięci Fotograficznej? Umiera stara babcia na Śląsku, gdzie ja mieszkam, wyciąga z szuflady zdjęcia z Powstania. Wracam po dwóch latach do tej babci, nie ma nic, wiszą jakieś dywany, stoją nowe fotele. Pytam: „gdzie się ten portret ślubny podział?”. „Nie wiemy, wyrzuciliśmy...”. Tak ginie pamięć. A czy istnieje naród bez pamięci? Nie istnieje!

Olszewski:
Patrząc na Pańskie fotografie, odnosi się wrażenie, że zmienny jest ich styl i treść. Czy to dowód na to, że za pomocą fotografii komentuje Pan rzeczywistość, która zmienia się w czasie? Czy fotografia jest Pańską odpowiedzią na socjalizm czy stereotypy w życiu i sztuce? Adam Sobota pisze: „Przez fotografie można brać udział w formowaniu światopoglądów, które są alternatywą wobec ram narzucanych przez społeczno-polityczne układy i konwencje. Jedną z takich ram była wówczas socjalistyczna koncepcja człowieka jako klasowo określonego typu, łatwo podlegającego politycznemu nadzorowi”. Jak używał Pan tej „broni”?

Lewczyński:
W latach 50. modne było odbudowywanie kraju i ogromny ludzki wysiłek skierowany był na działania, jak gdyby wspierające robotnika: trasa W-Z itd.

W tym okresie na Wawelu otwarto salę senatorską, gdzie były piękne rzeźby głów senatorów królewskich, z których każda patrzyła z sufitu na zwiedzających. Tworząc cykl Głowy wawelskie, zrobiłem im na przekór, ponieważ wiadomo, że prawdziwy wysiłek człowieka jest niezauważalny w tzw. masie ludzi nieznanych, pokrzywdzonych czy zaginionych. Moje portrety anonimowych robotników, zasłaniających twarz łopatą czy pokazanych bez twarzy były bardziej dramatyczne w tamtym czasie, bardziej adekwatne i miały większe znaczenie niż nobliwe głowy senatorów czy rozentuzjazmowane portrety przodowników pracy. Ten portret nieznany jest mi bardzo drogi, on ciągle funkcjonuje, a ja przywiązuję do niego dużą wagę, ponieważ to jest moja odpowiedź na te wszystkie przemiany tamtego dziwnego czasu. To jest jakby moje oblicze, komentarz, mój znak w tamtym czasie.

Fotografia kobiety odpoczywającej na przewróconej taczce jest wynikiem wielu rozmyślań, które bardzo trafnie wyczuł Adam Sobota. Pana Sobotę uważam za jednego z wybitniejszych krytyków fotografii, ma intuicję, którą nie zawsze potrafi sprecyzować dokładnie, ale w tym wypadku zrobił mi wielką przyjemność i trafił w samo sedno. Ta kobieta tym swoim promiennym uśmiechem i cała ta sytuacja na taczce opowiada również o tym, czym jest uśmiech, czym jest życie tej dziewczyny, takiej zaniedbanej w porównaniu ze światem, w którym to się dzieje. Ten uśmiech jest wyjątkowo naturalny, przekazuje wszystkie przemyślenia, jakie i ja miałem często, widząc sceny, których szukałem, którym przyglądałem się. Ona, ta kobieta, jest kontynuacją tego nieznanego z serii anonimowych ludzi, pracujących, niedbale ubranych, a jednocześnie uśmiechniętych, co wynika z ich młodości, pogodnego charakteru...

Olszewski:
Czasem Pańska fotografia dosłownie pomaga odkryć bądź zachować przeszłość. Jak pisze Adam Sobota: „Sukcesem było odkrycie wybitnego, lecz zapomnianego XIX-wiecznego gliwickiego fotografa Wilhelma von Blandowskiego, czy też ratowanie spuścizny zamojskiego fotografa, Feliksa Łukowskiego”. Można też wspomnieć o pomniku kobiety uchylającej bramę, którego historię odkrył Pan poprzez fotografię.

Lewczyński:
Pomnik na cmentarzu prawosławnym w Sosnowcu przedstawiający kobietę w długiej sukni, jakby odchodzącą w przeszłość i zamykającą za sobą drzwi, fotografowałem wielokrotnie, próbując odgadnąć sens zamkniętej w rzeźbie tajemnicy. Dopiero po dwudziestu latach odkryłem jej przeszłość. Kobieta była żoną pruskiego dyrektora huty „Katarzyna”, Branderberga. Urodzona w Jałcie jako rosyjska arystokratka. W czasie I wojny światowej za pomoc udzieloną pierwszym jeńcom rosyjskim, aresztowana, zmarła na atak serca. Mąż zamówił jej pomnik w Dreźnie. Kilka lat później zginął w czasie rewolucyjnych rozruchów w Sosnowcu. Te strzępy z przeszłości to tylko przybliżenia. Fotografie kobiety w kaukaskim stroju narodowym i druga pokazująca całą sylwetkę w długiej powłóczystej sukni. Fotografia przyczyniła się tu do odsłonięcia przeszłości!

—Łódź, 15 maja 2005; Gliwice, 30 lipca 2005.




Memory of the Image
by Jerzy Lewczyński
With text by Wojciech Nowicki
Bilingual publication: Polish & English
280 pages
215 mm x 270 mm
Publisher: Muzeum w Gliwicach
April 2012
ISBN: 978-83-89856-39-5
Buy this book